Wstęp
W 2012 roku światło dzienne ujrzał film pod tytułem “The quest for inspiration” z Alexandre Deschaumes w roli głównej, a w reżyserii utalentowanego Mathieu Le Lay o którym to porozmawiamy innym razem gdyż w swoim dorobku ma wiele ciekawych realizacji. Wracając do tematu, film otwiera się słowami Alexandra:
“To niewątpliwie musiało się wydarzyć. Stopniowo uciekałem coraz dalej w naturę, całkowicie angażując się w poszukiwanie tych obrazów, tej atmosfery. Przez wiele lat samotność z pewnością sprzyjała kształtowaniu mojego wewnętrznego świata. Dziś przekształcanie tych emocji w pewną formę piękna stało się dla mnie priorytetem.”
Film opowiada o wyzwaniach z jakimi musi się zmierzyć Alexander na swojej drodze do znalezienia wymarzonych kadrów i o tym po co właściwie to robi. Nie ma tutaj wielkiej historii, to nie jest biografia, nie będzie napięcia czy wzruszenia, na próżno szukać też akcji, w końcu to film o fotografii krajobrazu, głównie górskiego. To co z kolei będzie można zobaczyć to kluczowe aspekty całego procesu fotograficznego z perspektywy fotografa który osiągnął duży, światowy sukces. Będziemy mogli nie tylko podpatrzeć aspekty techniczne w jaki sposób realizuje się tego typu fotografię i dlaczego jedno zdjęcie potrafi kosztować kilkaset czy nawet kilka tysięcy złotych, ale to co dla mnie ciekawsze będziemy mogli zobaczyć jaki proces mentalny zachodzi na drodze do znalezienia wyjątkowych kadrów, albo inaczej, przed czym należy stanąć aby takie kadry znaleźć i ostatecznie po co w ogóle to robić.
Gdy zobaczyłem ten film pierwszy raz wiele lat temu wywarł na mnie ogromne wrażenie, i dziś, gdy odświeżałem go sobie na poczet tego materiału, nadal wbija mnie momentami w fotel. Co prawda z perspektywy czasu dociera do mnie więcej technicznych czy narracyjnych niedoróbek, bo 10 lat temu o wielu rzeczach nie miałem pojęcia, to jednak przesłanie pozostaje dla mnie całkowicie aktualne i dostrzegam nawet pewien efekt motyla. Ewidentnie z perspektywy czasu widzę jak Alexander był jednym z tych którzy zostawili mi wskazówki w jaki sposób mogę znaleźć drogę do piękna.
Samotność
Już na samym początku Alexander wspomina o samotności która ukształtowała jego świat. Aby móc dostosować swoje zmysły do odbierania na innych falach, do poszukiwania ukrytego piękna, głęboko eksploruje on świat natury co zwykle związane jest z doświadczaniem samotności. Przy czym lepiej rozpatrywać ją nie jako coś negatywnego a jako okazję. Samotność w tym wypadku przede wszystkim tworzy przestrzeń dla czegoś nowego. Uwalnia miejsce w naszym wnętrzu które najczęściej zajęte jest przez tematy codzienności i stwarza w ten sposób pole do głębszego zrozumienia siebie i swoich doświadczeń, co jest kluczowe dla tworzenia autentycznych i rezonujących dzieł. Ponadto myślę, że samotność dużo bardziej umożliwia eksperymentowanie i ryzyko bo nie musimy się obawiać oceny innych. Nie oszukujmy się, większość z nas chce być akceptowana, chce wpasować się w pewne, wybrane przez siebie ramy. Samotność ułatwia wyjście poza te narzucane na siebie ograniczenia w poszukiwaniu nowych pomysłów, umożliwia zabawę formą i treścią rozwijając swoje unikalne ja bez jakiejkolwiek presji. Znam to z własnego doświadczenia i myślę, że wielu z nas mogło przeżywać podobne momenty gdy będąc samemu w pokoju mówisz na głos do siebie o swoich myślach, potrafisz spontanicznie zatańczyć do piosenki, pozwalasz różnym rodzajom energii przepływać przez Ciebie, a nie blokujesz ich w obawie o utrzymanie przyjętych lokalnych zasad społeczności. Dlatego samotność stwarza prawdziwie wyzwalające warunki mogące prowadzić do oryginalnych i innowacyjnych prac, które być może nigdy by nie powstały w bardziej kolektywnym środowisku. Nie chcę przez to powiedzieć, że praca w grupie prowadzi do ślepego zaułka, nie mniej myślę, że zbyt rzadko pozostajemy sami ze sobą. Tak naprawdę sami ze sobą bez muzyki, bez stałego dostępu do informacji, bez wiadomości, bez internetu, a to wszystko sprawia, że bardzo rzadko mamy okazję zajrzeć w głąb siebie.

Alexander odkrył to bezpośrednie powiązanie samotności z szerszym dostępem do emocji, a tych z kolei z twórczością przy okazji eksploracji jesiennych lasów. Jak sam wspomina zawsze czuł pewną nić porozumienia między sobą a jesienią, która wywołuje w nim wyjątkowe emocje i w pogoni za tym uczuciem wyruszył w podróż do Patagonii, gdzie mógł bardziej zagłębić się w naturę, oraz w samego siebie.
Film pokazuje nam kulisy przygotowań do tego wyjazdu, które zwierają w sobie m.in wirtualny rekonesans. Korzystając z Google Earth Aleksander przemierza Patagonie szukając potencjalnie fotogenicznych miejsc będąc jeszcze w ciepłych kapciach i z kubkiem herbaty w domu. Jednak to co jest interesujące to fakt, że nie tworzy on planu od A do Z, co jak gdzie i o której się wydarzy, a jak to ujmuje raczej szuka kluczowych punktów wokół których będzie się poruszać wiedziony już prawdziwą inspiracją na miejscu, w ten sposób pozostawiając miejsce dla nieznanego, dla zaskoczenia, dla magii chwili i dla prawdziwych emocji.
Tajemnica i zdolność widzenia
Tym samym dotykamy kolejnego aspektu, mianowicie pozostawienia przestrzeni na nieznane. Jeśli nasz harmonogram będzie zbyt napięty i myślę, że dotyczy to również codzienności, a nie tylko aspektów twórczości, to istnieje ryzyko, że będziemy odhaczać punkt po punkcie nie mając czasu na nic innego. Nasz umysł może wówczas wpaść w pułapkę realizacji kolejnych celów, pewną formę twardej zadaniowości, która nie sprzyja zauważaniu tego co naprawdę nas otacza. Możemy zgubić zdolność do widzenia, a w fotografii jest to przecież kluczowe. Jak wspominałem nawet w codzienności zdarza nam się funkcjonować w pewnej zaplanowanej automatyce od poniedziałku do piątku, z dnia na dzień, z krótkim odpoczynkiem w trakcie weekendu uznając to za całkowicie normalny, a nawet nudny bieg życia, podczas gdy na świecie jest kilka miliardów ludzi którzy prawdopodobnie chętnie by się z nami zamienili. Po prostu w automatyce zadań przestajemy widzieć. Co gorsza jeśli już powstanie “idealny plan” to nakłada on na nas oczekiwania, a sytuacja z którą się spotkamy, na miejscu może być daleka od idealnej i wówczas istnieje ryzyko poczucia rozczarowania, a to na pewno nie będzie nam pomagać. Pozostawienie sobie tej wolnej przestrzeni, nie zaplanowanej w której możemy pozwolić sobie na eksperymentowanie i mam tutaj na myśli zarówno nasze życie codzienne, ale wróćmy przede wszystkim do fotografii, pozostawienie sobie tego miejsca na wolność daje szansę na całkowicie spontaniczne odkrywanie, zarówno przestrzeni jak i samego siebie, co może zbliżyć nas do cudownego autentycznego przeżywania emocji przy czym kluczowa jest ich autentyczność, a nie charakterystyka.
Adaptacja
Interesującą sceną jest moment gdy na jednym z plenerów Aleksander rozkłada mapę i zmienia swój pierwotny plan ze względu na nadchodzące warunki pogodowe. Robi to nie tylko z powodu bezpieczeństwa, ale także z uwagi na aktualną atmosferę, którą można spróbować uchwycić. To wyraźnie pokazuje coś o czym myślę zdarza się fotografom zapomnieć. Fotografia pejzażowa jest głównie podyktowany przez naturę. Nasz plan, chęci, wyobrażenia i cele nie mają wielkiego znaczenia. To co jest ważne to umiejętność dostosowywania się do warunków i szukanie piękna w tym co natura ma aktualnie do zaoferowania. I znów, myślę, że na co dzień jest podobnie. Dobrze jest mieć pewien zarys drogi, kilka kluczowych elementów, ale ostatecznie na większość spraw nie mamy wielkiego wpływu. Musimy się po prostu w tym wszystkim odnaleźć. Oczywiście nie oznacza to całkowitej bierności i uległości. Czasem trzeba trochę powalczyć aby znaleźć się we właściwym miejscu o właściwym czasie.

Świetnie ukazuje to sekwencja na grani która wyraźnie pokazuje, że oblicze natury potrafi być niesamowicie surowe i całkowicie bezwzględne. Dla wiatru nie ma przecież znaczenia czy łamie drzewa czy zrzuca ludzi z grani. Ale doświadczenie czegoś takiego, wystawienie się na nierówną walkę z siłami przyrody zmienia nas wewnętrznie i jak zauważa Aleksander, istnieje pewna pozytywna ostatecznie relacja między strachem a inspiracją. Bo niezmiennie od samego początku samotność i nieznane ma pozwolić nam spotkać się z czymś prawdziwym i większym od nas. Samotność tworzy w nas odpowiednią przestrzeń na odkrywanie nieznanego co z kolei może w końcu zaprowadzić nas do spotkania z wyjątkowymi emocjami, które na końcu tej drogi pomogą nam znaleźć coś wyjątkowego i to uchwycić. Jest to jedna z dróg do odzyskania zdolności widzenia tak kluczowej w fotografii a przydatnej również w codziennym życiu.
Aspekty techniczne
Skoro już mówimy o otwartości na nieznane, o możliwości eksperymentowania, to chciałbym poruszyć również aspekt czysto techniczny bo ile razy słyszeliśmy o różnych zasadach do przestrzegania? Przestrzegaj reguły trójpodziału, fotografuj przez wizjer, używaj statywu itp. Na przestrzeni całego filmu Aleksander praktycznie zawsze fotografuje używając monitora, a nie korzystając z wizjera, co dla wielu uważających się za profesjonalnych fotografów jest całkowicie nienaturalne, a pracując swego czasu w sklepie fotograficznym i wysłuchując różnych opinii spotkałem się nawet z twierdzeniem, że z ekranu fotografują tylko amatorzy. A tutaj mamy Aleksandra, którego prace mogą nam się podobać bardziej lub mniej, ale na pewno nie mogą uchodzić za amatorskie. Aleksandra, który fotografuje z ekranu, a co więcej, wspomina o tym, że już na etapie szukania kompozycji zmienia ustawienia kontrastu, kolorów bezpośrednio w aparacie, aby to co widzi na ekranie najlepiej oddawało to co stara się znaleźć. Taki mały retusz przed retuszem właściwym. Myślę, że nawet dziś jest to bardzo nowatorskie podejście, co moim zdaniem jest dowodem w sprawie, że nie istnieje coś takiego jak właściwy czy niewłaściwy sposób fotografowania. Warto zostawić sobie pole na eksperymentowanie i znalezienie własnej drogi. Jeśli to co robisz daje dobre efekty, to nie warto przejmować się dogmatami.

Kolejnym technicznym aspektem który chciałbym poruszyć bo wydaje się być szczególnie wyzwalający jest fakt, że w trakcie całej naszej podróży z Alexandrem używał on Canona 5D mk2 czyli pełnoklatkowej lustrzanki z 21 megapikselową matrycą z 2008 roku i wykonywał tym aparatem zdjęcia godne wystaw m.in w galeri sztuki Ferrari, które obiegały cały internet i nawet po latach nadal robią wrażenie i bronią się bez cienia wstydu wśród dzisiejszej konkurencji. To właśnie dzięki temu filmowi zrozumiałem i często używam go jako przykładu, że poza bardzo specyficznymi potrzebami, sprzęt nie ma wielkiego znaczenia, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdzie praktycznie każdy aparat dorównuje lub przewyższa możliwościami wspomnianego 5d mk2, a jednak wśród fotografów głównym tematem debat nadal pozostaje to jaki wybrać aparat, podczas gdy wystawowe zdjęcia mogliby zrobić aparatem za 1500 złotych bo po tyle można dziś kupić 5dmk2. Oczywiście byłoby trudniej i mniej wygodnie, chociażby z uwagi na brak odchylanego wyświetlacza, ale skoro Alexander mógł to robić z powodzeniem i światowym sukcesem 12 lat temu, to dzisiaj braki sprzętowe w ogromnej większości wypadków są tylko i wyłącznie wymówką. Tym samym wracamy w pewien sposób do umiejętności radzenia sobie z tym co mamy aktualnie do dyspozycji, a jest to wpisane w DNA fotografii krajobrazu, która uzależniona jest od warunków. Musimy się po prostu w tym wszystkim odnaleźć.
Znaczenie piękna
A skoro o odnajdywaniu się w sytuacji mowa, na koniec dnia możemy się zastanawiać czemu to wszystko ma służyć? Alexander również zadaję sobie to pytanie. Cytuje:
“In these expeditions of long moment of bad weather, with difficult phases, where it is difficult to regenerate physically and mentally also. In these moments, we really wonder why we are here, what we are looking for? Energy is gone, morale also.”
“W tych wyprawach, w których występują długie chwile złej pogody, z trudnymi etapami, podczas których trudno jest zregenerować się zarówno fizycznie jak i psychicznie. W takich chwilach naprawdę zastanawiamy się po co tu jesteśmy, czego właściwie szukamy? Już dawno nie mamy energii, a nasze morale są na dnie.”
Choć wspominałem o ostatecznie zbawiennym wpływie samotności to jednak zwykle, przez dużą część czasu, szczególnie na początku tego doświadczenia, wcale nie jest to przyjemna droga. Odcięcie od ciągłej stymulacji mózgu, która wypełnia nam czas, pozostawieni ze swoimi własnymi demonami, z pełną świadomością, że nie ma nikogo na kim można by się oprzeć, że ma się pełną odpowiedzialność za tu i teraz, wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami, to potrafi być prawdziwie obezwładniające uczucie. Dodatkowo podróż w nieznane, zarówno w swojej głowie jak i dosłownie nie ułatwia całej sytuacji. Nieznane może okazać się przyjemne, ale równie dobrze może nas poturbować i sprowadzić do parteru. W moim odczuciu to całkowicie naturalne wątpliwości. Jednak jeśli podejmiemy ten wysiłek prędzej czy później wydarzy się coś niezwykłego. Cytuję Aleksandra:
“The mountain, immense, that emerges through the clouds like a ghostly appearance. It is so supernatural and magical that, well, in a few seconds, we know exactly why we are here and no matter the rest. Inspiration wins. Confidence returns, I rise and continue.”
“Góra, ogromna, która wyłania się z chmur niczym widmo. To jest tak nadprzyrodzone i magiczne, że cóż, w ciągu kilku sekund wiemy dokładnie, dlaczego tu jesteśmy i reszta nie ma już żadnego znaczenia. Inspiracja wygrywa. Wraca pewność siebie, mój duch powstaje i wznosi się dalej.”
Jestem szczerze przekonany, że każdy kto doświadczył tak spektakularnego momentu na swojej drodze w poszukiwaniu piękna, podobnie jak Aleksander, doskonale wie po co to robi. Osobiście pomimo tego, że czułem po co podejmuje cały ten wysiłek, to nie potrafiłem nigdy ująć tego słowami. Aż w końcu kiedyś dotarło do mnie to co Alexander próbował mi powiedzieć od samego początku gdy pierwszy raz oglądałem ten film. Gdyż już na samym początku otwiera się on następującym oświadczeniem, cytuję:
“Inspiration remains primordial. Beauty elevates the spirit and ever gives the desire to attain the ethereal spheres.”
“Inspiracja pozostaje najważniejsza. Piękno uwzniośla człowieka i zawsze daje chęć dotarcia do sfer eterycznych.”
Dziś po wielu latach, tworząc Infinitic Studio Academy jako credo inicjatywy odwołuje się do Dostojewskiego który napisał, że “piękno zbawi świat”. Z kolei Cyprian Kamil Norwid w Promethidionie napisał:
“Bo nie jest światło, by pod korcem stało,
Ani sól ziemi do przypraw kuchennych,
Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy – praca, by się zmartwychwstało.”
Niezależnie jakiego wybierzemy autora wszyscy mówią o tym samym, tylko używają innych słów. Piękno uszlachetnia. Dlatego właśnie w pięknych miejscach czujemy się inaczej. Dlatego niezależnie od wyznania gdy znajdziemy się w bazylice świętego Piotra czy meczecie Sułtana Ahmeda czujemy się inaczej. Piękno wymusza na nas pewną reakcję, podobnie jak muzyka. Do niektórych utworów trudno jest nie wystukać nam rytmu. Nie sposób nie wzruszyć się słuchając hymnu do morza. Tak samo nie sposób nie wznieść się na swoje wyżyny człowieczeństwa w otoczeniu absolutnego piękna.

Doświadczenie piękna wyzwala nas z samych siebie, niemal dosłownie za Norwidem zmartwychwstajemy, a wówczas, bardziej niż kiedykolwiek, staje się jasne, że nie jesteśmy indywidualnymi wyspami, a raczej jesteśmy archipelagiem wysp wzajemnie na siebie oddziaływujących w każdej chwili, w każdym momencie istnienia dlatego każdy akt okrucieństwa i każdy akt miłosierdzia tworzy naszą wspólną przyszłość. Na tym polega magia doświadczania piękna – budzi nas z tego dziwnego snu i motywuje do pracy nad sobą. I właśnie dlatego nieustannie go szukamy. I właśnie dlatego piękno zbawi świat. I właśnie dlatego wybieramy się do Patagonii z aparatem.