Lubię myśleć o aparatach jak o samochodach
Każdy samochód ma swoje środowisko w którym najlepiej się sprawuje. Uniwersalny samochód nigdy nie będzie w żadnej kategorii najlepszy, będzie po prostu uniwersalny. Wszędzie sobie w jakimś stopniu poradzi, ale w bardzo specyficznych warunkach zawsze będzie mu czegoś brakować. Sportowy samochód w terenie ugrzęźnie, a z kolei terenowy samochód na torze wyścigowym będzie niesamowicie odstawać od sportowej konkurencji. Z aparatami i obiektywami jest moim zdaniem identycznie.
Wiele modeli jest mniej lub bardziej uniwersalnych ale są również modele silnie dedykowane do konkretnych zadań. Aparaty reporterskie poznajemy chociażby po liczbie klapnięć mechanicznej migawki na sekundę. Obiektywy portretowe możemy poznać po stałej ogniskowej w okolicy 70mm i szerokiej przysłonie. Aparaty dedykowane astrofotografii możemy rozpoznać poprzez osłabienie lub brak filtra podczerwieni pozwalając tym samym rejestrować szerszy zakres światła. Obiektywy macro poznajemy oczywiście po skali odwzorowania. Wreszcie aparaty gdzie jakość obrazu stanowi priorytet możemy rozpoznać po ogromnej matrycy, zarówno pod kątem fizycznym jak i rozdzielczości.
Statystycznie najczęściej zależy nam na wysokiej jakości zdjęć dlatego przyjrzyjmy się bliżej aparatowi ze stajni FujiFilm, a dokładnie modelowi GFX100s.
Średnioformatowy Fujifilm GFX100s
Wyposażono go w średnioformatową matrycę o rozdzielczości 102 Megapixeli. Aby lepiej wyobrazić sobie różnicę spójrzmy na parametry najpopularniejszych matryc. APSC mają rozmiary w okolicach 25mm na dłuższy boku co przekłada się na crop o wartości 1,5, pełna klatka to oczywiście rozmiar 36mm, jest swego rodzaju standardem do którego się odnosimy dlatego wyrażamy ją jako crop 1,0, natomiast w średnim formacie GFX100 rozmiar matrycy osiąga blisko 44mm dlatego crop jest niejako wsteczny i wynosi 0,79.

102 Megapixele przekładają się na zdjęcie, których dłuższy bok ma 11648 pikseli co jest wartością niemal dwukrotnie wyższą od najpopularniejszych 24 megapixelowych matryc, dających dłuższy bok o wymiarach 6000 pikseli. Oczywistym staje się więc fakt, że jeśli zależy nam na możliwie najwyższej jakości obrazu model GFX100s zapewnia jedne z najlepszych pod kątem technicznym efektów jakie jesteśmy w stanie sobie w tej chwili wyobrazić. Nie bez powodu przy wykonywaniu reprodukcji dzieł sztuki niemal zawsze używane są średnie formaty.
Ale po co Ci taki aparat?
Tak wysoki poziom jakości obrazowania jest naturalnie pożądany w wielu kategoriach fotografii ale nabiera szczególnego znaczenia na przykład w fotografii reklamowej luksusowych produktów, gdzie każdy szczegół odgrywa dużą rolę albowiem mechanizm psychologiczny w naszych głowach upraszcza rzeczywistość równoważąc jakość zdjęcia z jakością produktu. Słowem jeśli ma być bogato, dobrze aby było szczegółowo.
Jako przykład weźmy zegarki. Jest to jeden z trudniejszych produktów do sfotografowania z uwagi na niewielki rozmiar, wielość płaszczyzn oraz zastosowanych materiałów przez co naprawdę trudno opanować oświetlenie. Taki produkt stanowi duże wyzwanie, szczególnie, że często uchodzi jednocześnie za produkt luksusowy. Wartości niektórych zegarków potrafią przekraczać miliony dolarów dlatego dobrze aby zdjęcie również wyglądało jak milion dolarów. I to jest jeden z wielu scenariuszy w których na scenę może wejść GFX100s.
Fujinon GF 30mm F/5.6 Tilt-Shift
Oczywiście aparat to nie wszystko, konieczny jest jeszcze obiektyw. Do powyższego scenariusza ciekawym rozwiązaniem będzie Fujinon GF 30mm F5.6 Tilt-Shift. Nie jest to może oczywisty wybór ale kluczem jest tutaj odległość ostrzenia wynosząca zaledwie 30cm oraz Tilt Shift. Jest to technologia umożliwiająca zmianę osi optycznej co pozwala na kontrolę perspektywy oraz głębi ostrości. I to ten drugi aspekt jest w tym wypadku wyjątkowo przydatny ponieważ umożliwia on sfotografowanie zegarka w całkowitej ostrości bez konieczności używania postprodukcyjnej techniki focus stackingu lub przynajmniej minimalizując ilość kroków.

Zatem FujiFilm GFX100s w połączeniu z 30stką tilt shift to naprawdę wyjątkowy zestaw. Nie jest to tanie rozwiązanie, bo łącznie jest to wydatek około 37 tysięcy złotych ale niesamowicie usprawnia pracę, gwarantuje wysoką jakość i rozszerza nasze możliwości m.in dzięki szerokiemu wachlarzowi doskonałych obiektywów. Jeśli możemy sobie na niego pozwolić i szukamy czegoś co gwarantuje jakość obrazu z najwyższych półek, to na pewno warto. Czy można więc powiedzieć, stawiając kryterium jakości obrazu jako najważniejsze, że to aparat idealny?

Niekoniecznie
Najważniejsze jednak aby pamiętać, że jeśli chcemy robić takie zdjęcia jak to powyżej, wierzcie lub nie, ale nic nie stoi na przeszkodzie nawet teraz, bo to zdjęcie powstało za pomocą telefonu Samsung Galaxy A52 z 2021 roku. W momencie premiery kosztował około 1200 złotych. Aparat z którego korzystałem podczas tego zdjęcia to ten główny. Rzekomo 64 megapixele ale tak naprawdę 16, gdyż telefon sztucznie zwiększa jego rozdzielczość. Przysłona 1,8, brak trybu RAW, tylko JPG i brak pełnej kontroli ekspozycji pomimo dodatkowej aplikacji. Słowem, w świecie współczesnych telefonów jedna z najgorszych opcji pod kątem aparatu.
Nie chcę przez to powiedzieć, że takie aparaty jak GFX nie mają sensu. To co staram się wykazać to fakt, że nawet za pomocą naprawdę kiepskiego aparatu, przy zachowaniu wysokiego poziomu czegoś co nazywam fundamentalną warstwą pozaobrazową oraz oczywiście dzięki ściśle rozumianemu rzemiosłu na wysokim poziomie będziemy mogli zasypywać tę technologiczną przepaść poświęcając czas i powtarzalność.
Kulisy powstania zdjęcia
To co widzieliśmy składało się z 34 ujęć z telefonu połączonych w jeden obraz. Od razu odpieram zarzut jakoby kolaż zdjęć odróżniał ten obraz od tego co powstałoby za pomocą “prawdziwego” aparatu. Otóż w fotografii reklamowej tego typu produktów, które są skomplikowane i mają wiele płaszczyzn i tak często jesteśmy zmuszeni do wykonania 3 – 4 różnych ujęć, ponieważ inne oświetlenie stosujemy gdy chcemy atrakcyjnie wyświecić kopertę, inne w przypadku tarczy i jeszcze inne w przypadku bransolety, a rozmiar produktu nie pozwala oświetlić go poprawnie za jednym zamachem, ale tak mając odpowiedni sprzęt można zrobić 3-4 zdjęcia, a nie 34.
Skąd w takim razie liczba 34? Są ku temu dwa powody. Aparat w Samsungu ma przysłonę 1,8 bez możliwości przymknięcia co sprawia, że głębia ostrości jest dosyć płytka. Musiałem zatem podzielić zegarek na trzy obszary ostrości koronkę, tarczę oraz bransoletę aby ostatecznie otrzymać cały zegarek w ostrości. Tutaj właśnie pomogłaby technologia tilt-shift. Drugim powodem jest fakt, że do oświetlenia wykorzystałem kartkę papieru w formacie A4 prosto z drukarki oraz najzwyklejszą latarkę. Każdy z obszarów ostrości to kilka zdjęć w których starałem się estetycznie wyświecić wybrane elementy za pomocą światła latarki odbitego od kartki. Dlatego skończyło się na 34 ujęciach, uśredniając 11 dla każdego obszaru ostrości.

Na końcu całość trafiła do Photoshopa gdzie wszystkie ujęcia zostały wyrównane, stackowane oraz wymaskowane. Następnie tak powstały zegarek przeszedł przez retusz w których głównie usuwałem drobinki kurzu czy niewielkie rysy. Na końcu zostało już tylko zadbanie o interesujące tło które jako jedyne jest tutaj produktem czysto graficznym, nie mającym nic wspólnego z fotografią. W ten sposób w ciągu dwóch godzin za pomocą taniego telefonu, kartki papieru i latarki wykonałem zdjęcie, które jeśli trafi na media społecznościowe, dla większości odbiorców będzie nieodróżnialne od zdjęcia z aparatu za 30 tysięcy złotych.
Czy wszystko można zrobić telefonem?
Nie oznacza to, że ograniczenia sprzętowe nie istnieją. Zdjęcie z telefonu ma przepotężne wady. Jeśli zaistniałaby potrzeba ciaśniejszego kadrowania, zbliżenia zegarka, wówczas jakość tych 16 megapixeli z telefonu da o sobie znać, podczas gdy w GFX nawet mając takie szerokie ujęcie jak tutaj, pewnie mógłbym skadrować detal datownika i nadal wszystko wyglądałoby dobrze. To samo będzie jeśli chcielibyśmy wydrukować to zdjęcie w formacie większym niżeli 10×15 na przykład na potrzeby galerii w sklepie. Jakość zdjęcia z telefonu wydrukowana na dużym formacie będzie naprawdę niska.
Kolejną wadą użycia telefonu jest brak spójności. Gdybym miał w ten sposób, wykonując 34 ujęcia jednego zegarka, wykonać zdjęcia całej kolekcji, jestem pewien, że odbiegały by od siebie pod wieloma kątami tracąc spójność. Takich problemów znalazłbym co najmniej jeszcze kilka, a rozszerzając zakres tematów fotograficznych pewnie i kilkadziesiąt.
Dlatego posiadanie aparatu dedykowanego do tego co najczęściej fotografujemy ułatwia cały proces, znacząco go przyśpiesza i oczywiście poszerza nasze możliwości pod każdym możliwym kątem. Użycie telefonu było ekstremalnym eksperymentem mającym tylko udowodnić ogólną tezę, która brzmi następująco. Skoro jednym z gorszy telefonów, bez pełnej kontroli ekspozycji i słabych parametrach obiektywu mogę wykonać niezłe zdjęcie reklamowe, wspomagając się kartką i latarką, to każdy aparat z prawdziwego zdarzenia czyli umożliwiający pełną kontrolę ekspozycji oraz wymienność optyki, włączając w to jej szeroki wybór, pozwoli nam wykonywać zdjęcia na absolutnie światowym poziomie w 90% procentach tematów. Będzie po prostu trochę trudniej, ale w ogromnej większości przypadków to nie aparat będzie tym co oddzieli nas od dobrych zdjęć. W historii fotografii znajdziemy setki, jeśli nie tysiące zdjęć o kolosalnym znaczeniu dla kultury i sztuki, wykonane aparatami które moglibyśmy dzisiaj kupić w cenie przeciętnego telefonu.
Genialne zdjęcia i „stare” aparaty
Rzućmy szybko okiem na nie kontrowersyjną kategorię nagród fotograficznych czyli kategorię krajobrazu. I tak oto w 2 edycji Fine Art Photography Awards jedna z nominacji przypadła Thomasowi Crauwels za serie „Białych gór” wykonanych Nikonem D750 – dziś można kupić go za około 2000 złotych. W 7 edycji Casey Bachmeyer zdobywa nominacje za „Imperium ciemności” wykonane Canon 5Dmk4, dziś do zdobycia za około 3000 złotych. Zdobywcą pierwszego miejsca w 5 edycji był Daniel Bonte za „Poranny spacer” wykonany za pomocą Sony A7R3 do znalezienia już od 5 tysięcy złotych, a w najnowszej 10 edycji Alex Wides zdobywa nominacje za serię panoram wykonanych aparatem Sony A73 którego używane ceny kształtują się w okolicach 4 tysięcy złotych.
Tak więc mając dzisiaj do dyspozycji 4 tysiące złotych możemy kupić pełnoklatkowego Nikona D750 z uniwersalnym obiektywem w postaci Tamrona 24-70 ze stałym światłem 2,8 co da nam w ręce narzędzie bardzo uniwersalne i wielokrotnie przewyższające potrzeby ogromnej większości z nas. Narzędzie za pomocą którego wygrano dziesiątki jeśli nie setki mniejszych i większych nagród. Narzędzie które oczywiście, odbiega pod pewnymi użytkowymi kątami od najnowszych modeli, ale wcale nie różni się tak bardzo pod kątem samego rejestrowania światła. W końcu narzędzie, które dziś może wydawać się mniej komfortowe w użyciu, to jednak służyło zawodowcom przez wiele lat z ogromnym powodzeniem. Sam doskonale pamiętam, że kiedyś marzyłem o tym aparacie widząc kolejne zdjęcia drogi mlecznej wykonane za pomocą tego cuda.
Najlepszy aparat jaki istnieje
Podkreślmy to jeszcze raz, poza skrajnymi tematami, takimi chociażby jak fotografia obiektów głębokiego nieba, brutalna prawda jest taka, że to nie aparat jest naszym ograniczeniem, ale my. Nasze braki w budowaniu treści, braki w zapewnianiu przejrzystości, braki w warstwie pozaobrazowej, braki rzemieślnicze i wreszcie zwyczajny brak samozaparcia.
Zatem niezależnie od tego jaki dzisiaj mamy w rękach aparat, upewnijmy się, że wyciskamy z niego 100% zanim przyjdzie nam do głowy wymienić sprzęt, bo przypominam, że reklamowe zdjęcie zegarka powstało za pomocą telefonu, kartki i latarki. Cytując klasyka, najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie, ale pozwolę sobie dodać od siebie, że dobrze by było aby miał pełną kontrolę ekspozycji i wymienną optykę. W ogromnej większości wypadków to wystarczy, dlatego niemal każdy współczesny aparat jest naprawdę dobrym aparatem.